poniedziałek, 4 września 2017

306. Ava Apartamenty. Niechorze.

Kilka tygodni temu marudziłam Wam na polską branżę turystyczną i niekoniecznie normalne ceny nad polskim morzem w drugiej połowie sierpnia. Marudziłam, marudziłam, ale jednak pojechałam, więc dzisiaj opowieść o tym, że się udało.

W pierwotnych moich planach nie uwzględniałam zachodniego wybrzeża Bałtyku, gdyż wydawało mi się, że to za daleko. 500 km z Warszawy, google mówi, że krócej niż 6-7 godzin się nie da, a mnie było szkoda tak długiej drogi. Szukałam więc raczej w okolicach Trójmiasta, po kilkadziesiąt kilometrów w jedną i drugą stronę. Ale to tam właśnie zdarzały mi się ceny powyżej 4000 zł za tydzień oraz oferty, które na pierwszy rzut oka były akceptowalne, ale po głębszej analizie ogłoszenia i zdjęć okazywało się, że jak jest widok na morze, to w apartamencie nie ma kuchni, a jak jest kuchnia, to za oknem można się spodziewać placu zabaw dla dzieci, a jak dzieci zaopiekowane, to pani w dziale rezerwacji nie rozumie, co się do niej mówi i nie jest w stanie obsłużyć komunikatu: "wezmę większy apartament, jeśli rezerwacja w mniejszym się do tego dnia nie uwolni" i na moją prośbę o potwierdzenie rezerwacji mailem, dostałam jej anulację. "Bo przecież powiedziała Pani, że nie chce Pani większego apartamentu?".  

Im dłużej szukałam, tym mniej znajdowałam, a czas naglił. Zaczęłam na mapie wędrować bardziej na zachód, przypominając sobie, że tam jest trochę węższa wydma i do morza bliżej. I większe szanse na dom przy plaży. 

Apartamenty AVA okazały się strzałem w dziesiątkę. 

Przede wszystkim komunikacja z właścicielem bez zarzutu (w kontekście zmian w polskim szkolnictwie, uważam, że każdy uczeń powinien mieć w ramach przedsiębiorczości zajęcia ze skutecznej obsługi klienta, a najlepiej z zajęciami praktycznymi w sklepie typu ikea albo mcdonalds). Nie tylko odpowiadał na wszystkie zadane pytania, to jeszcze przez telefon był sympatyczny i rzeczowy. A na miejscu jego mama: przeurocza pani, która była obecna zawsze wtedy, gdy była potrzebna, a znikała, gdy tylko człowiek miał potrzebę prywatności. 

Po drugie lokalizacja - wprawdzie do morza miałam ze 300 metrów, ale dom jest umiejscowiony na granicy Niechorza a Pogorzelicy, tuż obok kanału łączącego morze z jeziorem Liwia Łuża. Dzięki temu jest tam relatywnie cicho i daleko i można się skutecznie odciąć od feerii polskiego wybrzeża latem i od wszystkich straganów z durnostojkami i kurzołapkami. Dla ludzi z dziećmi to może być niezwykle istotna cecha, bo widziałam niejedną babcię, która w drodze z plaży musiała przejść z wnukami przez ulicę z budami i kolorowymi gówienkami. Jest to totalna czarna dziura dla budżetów domowych. Tymczasem ja wychodziłam z domu i miałam wybór: w lewo szłam do ulicy pełnej sklepów i knajpek (najbliższa knajpa 30m od drzwi), w prawo zaś kierowałam się do lasu i zapominałam przez moment o wszelakiej konsumpcji.

Po trzecie - dom jest nowy, tegoroczny i czuć to na każdym kroku. Apartamenty pachną czystością, meble są nowiutkie i nowoczesne, a łazienki dopiero co wykończone. Nie spodziewałam się, że to będzie miało dla mnie aż takie znaczenie, ale okazuje się, że jak człowiek chce się odciąć od bodźców, żeby spokojnie napisać książkę (albo jej połowę), to stare meble i stare historie z nich płynące mogą dość konkretnie zaburzyć spokój duszy. W moim apartamencie żadnych historii nie było. Byłam tam ja i mój komputer. 

Wyposażenie apartamentu w sam raz: internet był. 

Z rzeczy drugorzędnych to w kuchni wszystkie potrzebne naczynia i ustensylia, garnki, patelnie, cedzak, kubki, miseczki, szklanki i inne takie. Dodałabym może otwieracz do win (do piwa i konserw znalazłam) i stały zestaw: sól i cukier, bo tego nikomu się nie chce kupować, gdy przyjeżdża na parę dni. W łazience fajne hotelowe ręczniki (oddzielny ręcznik do podłogi), ładnie zaprojektowana umywalka umieszczona na nogach od starej maszyny do szycia i przyjemna deszczownica pod prysznicem (zabrakło tam co najwyżej półeczki na kosmetyki). W sypialni wygodne hotelowe łóżko i małe biureczko, a w całym mieszkaniu dużo kontaktów (na balkonie też), co w dzisiejszych czasach powinno być standardem, gdyż bardzo ułatwia ładowanie wszelkich urządzeń elektronicznych. Dodałabym jeszcze wieszaki na kurtki i ręczniki oraz ze dwa leżaki na każde mieszkanie, bo wynajmowanie ich na plaży bywa kłopotliwe.  

Ale to są naprawdę szczegóły wobec tego, że w apartamencie AVA było mi realnie przyjemnie, wygodnie i spokojnie. Są takie miejsca, do których człowiek wchodzi i od razu ma ochotę zasiąść na kanapie, wziąć kieliszek do ręki i powoli pijąc wino, poczytać spokojnie książkę albo porozmawiać z przyjaciółmi. Apartamenty AVA są takim miejscem. Jest tam cicho, ciepło i bezpiecznie. Taki efekt osiąga się właściwym urządzeniem przestrzeni, umiejscowieniem lamp i wyborem koloru światła, a także czystością, wygodą i wykończeniem mebli. W moim apartamencie były dwa balkony (każdy na inną stronę świata, co w kontekście siedzenia na powietrzu miało znaczenie - miałam na nich słońce przez większość dnia), a z nich widok na las i na kanał. 

Idealny spokój i skupienie. 

Ale jeśli ktoś woli zabawowo i rozrywkowo, to wszędzie jest blisko: po drugiej stronie kanału są baseny Sandra, które się reklamują jako największy aquapark w północno-zachodniej Polsce. Wprawdzie osobiście do niego nie dotarłam, ale widziałam pielgrzymki ludzi idących w tamtą stronę. Kilkaset metrów dalej stacja kolejki wąskotorowej (fajna atrakcja!), łączącej kilka sąsiednich miejscowości. Po drugiej stronie Niechorza latarnia - potężna i wysoka. I hodowla motyli (schmetterling!). W tamtej części miejscowości można też zajrzeć do większego sklepu (bodajże Polo) i zrobić zakupy żywieniowe, bo codzienne jedzenie rybki może przyczynić się do nagłego bankructwa - potężna porcja halibuta, frytek i piwa kosztowała mnie ok. 65 zł w dość przeciętnej smażalni. Prosiłam oczywiście o małą rybkę, dostałam kilkaset gramów, ale to moja wina, że się potem nie wykłócałam. 
W końcu byłam na urlopie, od wykłócania także. 

Z Wrocławia do Niechorza jechałam niecałe 6 godzin.
Z Niechorza do Warszawy - ponad 7 godzin, ale wybrałam drogę przez Bory Tucholskie, żeby było ciekawiej. Internet mówił, że przez Poznań byłoby szybciej.  

Obiekt: Ava Apartamenty 
Adres: Niechorze, ul. Bursztynowa 43
Dla kogo: dla rodziny z dzieckiem, dla pary, dla dwóch par, dla ekipy kumpli, na wyjazd romantyczny
Cena: dobry stosunek jakości do ceny, acz trzeba przyznać, że to raczej wyższa półka
Plusy: lokalizacja, wykończenie i jakość apartamentu 
Minusy: brak otwieracza do wina! 

Liczba znaków, którą napisałam w czasie pobytu :)) 130 000.


Tekst powstał we współpracy z Ava Apartamenty